20 marca 2017

SSiostra Urbana – Salomea Łukaszewska – urodziła się 25 grudnia 1915 r. w miejscowości Helenowo, z rodziców Stanisława i Marianny z domu Błaszczyk. Następnego dnia została ochrzczona w kościele pw. św. Doroty w Licheniu. Zmarła w środę 15 marca 2017 r. w Szpitalu Wojewódzkim we Włocławku, w 102. roku życia i 71. powołania zakonnego.

Salomea była trzecim dzieckiem w religijnej rodzinie rolniczej. Miała rodzeństwo: Antoniego, Antoninę, Stanisława, Józefa, Jana i Bronisławę. Wychowała się na ziemi naznaczonej objawieniami Matki Bożej. Brała udział w Mszy św. w rodzinnej parafii w Licheniu, w nabożeństwach gorzkich żali, drodze krzyżowej, nieszporach. W domu panowała atmosfera wiary: odprawiano wspólnie modlitwy i śpiewano pieśni religijne.

Od najmłodszych lat pragnęła służyć Matce Bożej Niepokalanej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Helenowie, miała zamiar szkolić się zawodowo. Niespokojne czasy nie sprzyjały jednak dalszemu kształceniu. Podczas rekolekcji parafialnych w listopadzie 1938 r. otrzymała wewnętrzne przynaglenie, by poświęcić się służbie Bożej w życiu zakonnym. Tak po latach s. Urbana opisywała to znamienne doświadczenie:

Ludzi było bardzo dużo w kościele. Pieśń „Pójdź do Jezusa” – rozlegał się głos ludzi i organów. Nagle poczułam się sama w kościele, nie widziałam ludzi, ani nie słyszałam organów i śpiewu… Usłyszałam głośne słowa: „Idź do zakonu”. Byłam zdziwiona, skąd ten głos. Nikogo w kościele nie widziałam, o zakonie nie myślałam. I znowu ten głos usłyszałam: „To jest od Boga” i dziwne światło otrzymałam, że Bóg mnie wzywa, więc przyrzekłam Bogu, że jeśli On tak chce, to pójdę do zakonu. Gdy te chwile przeszły, poczułam się już razem z ludźmi w kościele. Dalej śpiewali „Pójdź do Jezusa”. Zaczęłam myśleć, jak to zrobić. Sióstr żadnych nie znałam, nie spotkałam się z nimi nigdy, o zakonie nie myślałam… Co w domu o mnie rodzice powiedzą – czułam, że brak mi odwagi. Klęczałam w kościele i rozmyślałam, jak mam to załatwić. Nagle słyszę szept, głos wyraźny, jak gdyby ktoś przy mnie stał i do ucha mówił: „Idź do spowiedzi, poproś o to księdza, a będziesz służyć Bogu, nie ludziom”. Zarazem jakieś światło mnie oświeciło, poczułam moc i siłę, tęsknotę za życiem zakonnym, czułam się szczęśliwa, że będę służyć Bogu.

Poszłam do spowiedzi i powiedziałam, że chcę iść do zakonu. Ksiądz kazał mi przyjść po Mszy świętej i dał mi zaświadczenie i skierowanie do Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi we Włocławku. Wtedy dopiero zobaczyłam moją tęsknotę od dzieciństwa, by służyć Matce Bożej Niepokalanej. Wówczas jeszcze nie mogłam zrozumieć moich pragnień, uważałam je za myśli naiwne i starałam się ich pozbyć. Dopiero teraz pojęłam, że już od najmłodszych lat chciałam służyć Matce Bożej, że to było moje pierwsze powołanie.

Pomimo sprzeciwu rodziców Salomea wstąpiła do Zgromadzenia 23 marca 1939 r. W postulacie pomagała na placówce przy ul. Seminaryjskiej 7 we Włocławku, gdzie znajdowała się Centrala Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Mimo wybuchu wojny, 8 września 1939 r. s. Urbana rozpoczęła nowicjat na Leśnej. W listopadzie, ze względu na grożące niebezpieczeństwo wywózki do Niemiec, m. Jadwiga Walter skierowała siostry nowicjuszki do domów rodzinnych. Tułaczy los nie ominął jednak s. Urbany. W 1941 r. wraz z młodzieżą z okolicy została wywieziona na przymusowe roboty do Austrii, gdzie przez cztery i pół roku pracowała u gospodarzy. Była dobrze przez nich traktowana i miała możliwość uczestnictwa we Mszy św. w pobliskim kościele. Po wyzwoleniu w lipcu 1945 zawitała w rodzinnych stronach.

W marcu 1946 r. wróciła do Zgromadzenia. Ponownie rozpoczęła nowicjat 2 lipca 1946 r. Rok później złożyła pierwsze śluby, a wieczystą profesję – 2 lipca 1952 r. w obecności ks. bp. Franciszka Korszyńskiego. W bieżącym roku przypada więc 70. rocznica ślubów zakonnych s. Urbany.

Siostra Urbana była człowiekiem ciężkiej pracy. Przez wiele lat zajmowała się ogrodem: w nowicjacie we Włocławku przy ul. Leśnej (1946-1948), następnie w Lipnie (1948-1950). W Lublinie przez kilkanaście lat uprawiała ogród przy rezydencji ks. bp. Piotra Kałwy (1950-1966). Kolejne lata (1966-1978) przebywała na placówce w Uniejowie, gdzie również trudniła się pracą w obszernym ogrodzie. W roku 1978 została skierowana na placówkę w Zgierzu, gdzie blisko 20 lat zajmowała się kuchnią. W 1997 r. powróciła do Uniejowa: początkowo jako kucharka, następnie pomagała w pracach domowych. Jej siły już słabły, miała trudności z poruszaniem się i chodzeniem do kościoła parafialnego. W 2006 r. przybyła do wspólnoty przy ul. Leśnej we Włocławku, gdzie przed laty odbywała nowicjat.

Siostra Urbana była osobą cichą, skromną, pogodną i pracowitą. Odznaczała się wysoką kulturą osobistą i duchową. Ceniła swoje powołanie do życia oddanego Bogu, a jego wspomnienie było dla Siostry siłą w trudnościach. Wyrażała wdzięczność Opatrzności Bożej za szczęśliwie przeżyty czas wojenny i lata życia zakonnego. Cieszyła się, że jest w Zgromadzeniu oddanym Matce Bożej Niepokalanej, odczuwała Jej opiekę.

Była rozmodlona. Nie narzekała i nie mówiła źle o innych. Czynnie uczestniczyła w życiu wspólnoty: w modlitwach, spotkaniach, posiłkach. Troszczyła się porządek wokół siebie. Utrzymywała więzi rodzinne: odwiedzała krewnych (ostatnio we wrześniu 2016) i przyjmowała ich w domu na Leśnej.

W Boże Narodzenie 2015 r. obchodziła we wspólnocie radosny jubileusz 100-lecia urodzin. Z tej okazji otrzymała błogosławieństwo Ordynariusza Włocławskiego ks. bp. Wiesława Meringa, gratulacje od p. premier Beaty Szydło, Prezydenta Miasta Włocławka oraz Wojewody Kujawsko-Pomorskiego.

W październiku 2016 r. złamała nogę, od tej pory była unieruchomiona i korzystała z opieki. Siostry przywoziły ją na Eucharystię do domowej kaplicy i na koronkę do Bożego Miłosierdzia. We wtorek 14 marca br. zasłabła. Następnego dnia została zawieziona do szpitala. Wieczorem towarzyszyły jej modlitwą s. przełożona Zofia Foksińska i s. Bernadetta Janicka, rozmawiały też z s. Urbaną. Siostra cicho odeszła do Pana 15 marca 2017 r. o 19.40 – w dniu poświęconym św. Józefowi – w środę.

W poniedziałek – w liturgiczną uroczystość Świętego Józefa – 20 marca 2017 o godz. 11.30 w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa we Włocławku była sprawowana Msza święta żałobna o radość wieczną dla śp. s. Urbany Łukaszewskiej. O 12.30 rozpoczęły się obrzędy na cmentarzu komunalnym przy ul. Chopina. Ciało Zmarłej spoczęło w kwaterze Stowarzyszenia.

Polecajmy Bogu zmarłą s. Urbanę w każdym domu w ofierze Mszy świętej, Oficjum za zmarłych i modlitwie różańcowej przez trzy dni. „Dobry Jezu, a nasz Panie, daj jej wieczne spoczywanie”.

m. Jolanta Gołębiowska
przełożona generalna


Siostra Urbana ceniła łaskę powołania. Tak pisała we wspomnieniu:

Moje powołanie

Zaczniemy od historii… Od rodziny, od pierwszych dni i miesięcy w Zgromadzeniu. To było tak dawno, a wciąż trwa w pamięci głos Bożego wezwania: Pójdź za Mną!

Łaska powołania

Urodziłam się 25 grudnia 1915 roku w Helenowie, w parafii Licheń. Chrzest przyjęłam w kościele parafialnym pw. św. Doroty w Licheniu. Otrzymałam imię Salomea. Rodzice – Stanisław i Marianna z Błaszczyków Łukaszewscy. Ojciec był rolnikiem. Ja byłam trzecim dzieckiem w rodzinie. Od najmłodszych lat wybierałam się na służbę do Matki Bożej Niepokalanej. Jako małe dziecko nie rozumiałam, w jaki sposób można Jej służyć: Ona jest w niebie, a ja tu na ziemi, trzeba najpierw umrzeć, a potem służyć… Gdy głębiej zaczęłam się zastanawiać nad tymi myślami, stwierdziłam, że są bardzo naiwne – nie trzeba się nimi zajmować i odsunęłam je od siebie. Potem szkoła i o służbie Matce Bożej nie myślałam. W świecie zostać, założyć rodzinę nie podobało mi się – kochałam życie dziewicze, samotne. Chciałam po ukończeniu szkoły podstawowej iść do szkoły zawodowej, ale ojciec mi odradził, gdyż wszyscy spodziewali się z każdym dniem wojny. I tak mi upływał czas i lata.

Było to jesienią w listopadzie 1938 r. Odbywały się rekolekcje w naszej parafii – ja też na nie uczęszczałam. Ludzi było bardzo dużo w kościele. Pieśń „Pójdź do Jezusa” – rozlegał się głos ludzi i organów. Nagle poczułam się sama w kościele, nie widziałam ludzi, ani nie słyszałam organów i śpiewu… Usłyszałam głośne słowa: „Idź do zakonu”. Byłam zdziwiona, skąd ten głos. Nikogo w kościele nie widziałam, o zakonie nie myślałam. I znowu ten głos usłyszałam: „To jest od Boga” i dziwne światło otrzymałam, że Bóg mnie wzywa, więc przyrzekłam Bogu, że jeśli On tak chce, to pójdę do zakonu. Gdy te chwile przeszły, poczułam się już razem z ludźmi w kościele. Dalej śpiewali „Pójdź do Jezusa”. Zaczęłam myśleć, jak to zrobić. Sióstr żadnych nie znałam, nie spotkałam się z nimi nigdy, o zakonie nie myślałam… Co w domu o mnie rodzice powiedzą – czułam, że brak mi odwagi. Klęczałam w kościele i rozmyślałam, jak mam to załatwić. Nagle słyszę szept, głos wyraźny, jak gdyby ktoś przy mnie stał i do ucha mówił: „Idź do spowiedzi, poproś o to księdza, a będziesz służyć Bogu, nie ludziom”. Zarazem jakieś światło mnie oświeciło, poczułam moc i siłę, tęsknotę za życiem zakonnym, czułam się szczęśliwa, że będę służyć Bogu. Poszłam do spowiedzi i powiedziałam, że chcę iść do zakonu. Ksiądz kazał mi przyjść po Mszy świętej i dał mi zaświadczenie i skierowanie do Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi we Włocławku. Wtedy dopiero zobaczyłam moją tęsknotę od dzieciństwa, by służyć Matce Bożej Niepokalanej. Wówczas jeszcze nie mogłam zrozumieć moich pragnień, uważałam je za myśli naiwne i starałam się ich pozbyć. Dopiero teraz pojęłam, że już od najmłodszych lat chciałam iść służyć Matce Bożej, że to było moje pierwsze powołanie. Powiedziałam rodzicom, że pójdę do zakonu. Chociaż moi rodzice byli katolikami, nie rozumieli, co to powołanie. Ojciec powiedział, że to więzienie, że do więzienia chcę iść, a mama była przeciwna, chciała, abym została w świecie i założyła rodzinę. Ja już miałam swoje lata, więc sama mogłam decydować – wola Boża była dla mnie ważniejsza niż ludzka.

Do zakonu wstąpiłam w marcu 1939 r. Postulat miałam na Seminaryjskiej, potem nowicjat na Glinkach – był to czas wojenny. W listopadzie Matka Generalna Walter dowiedziała się, że młode siostry mają być przez Niemców wywiezione do przymusowej pracy. Prosiła więc, by siostry nowicjuszki, które mają rodziców wyjechały. Ja miałam blisko, więc w listopadzie za przepustką pojechałam do domu. Księdza Proboszcza Niemcy zabrali do obozu w Dachau. Przez cały rok chodziliśmy do kościoła w Morzysławiu k. Konina. W styczniu 1941 roku Niemcy wywozili na przymusowe roboty młodzież z mojej wioski i całej okolicy. Mnie zabrali do Austrii. Zamieszkuje ją ludność katolicka. W święta i niedziele mogliśmy chodzić do kościoła, który był blisko. Miałam dobrych gospodarzy. Pracowałam tam 4 lata i 6 miesięcy. Razem ze mną pracowały dwie Polki, Polak, żołnierze węgierscy i jeden Serb – wszyscy byli katolikami i uczęszczali na nabożeństwa. W 1945 r. amerykańskie wojsko wkroczyło do Austrii. Wszystkich cudzoziemców wywieziono do swoich krajów – najpierw żołnierzy z obozów, potem cywilów. Nas przywieziono w lipcu. Pół roku byłam u rodziców, a w marcu następnego roku wróciłam do Zgromadzenia.

Na Leśnej odbyłam postulat, w lipcu rozpoczęłam nowicjat. Potem pracowałam w Lipnie, w Lublinie, w Uniejowie, w Zgierzu, obecnie jestem w Uniejowie po raz drugi. W Zgierzu pracowałam jako kucharka 20 lat, poza tym w ogrodzie i pomagałam w kuchni. W chwilach trudnych i przykrych wspomnienie powołania było dla mnie siłą i pomocą. Zawsze czułam opiekę Matki Bożej Niepokalanej, która przychodziła mi z pomocą. Dziękuję Opatrzności Bożej, że szczęśliwie przeżyłam czas wojenny i całe swoje życie. Składam Bogu dzięki za wszystko.

Uniejów, 2003 s. Urbana Łukaszewska


ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ

(Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

Info

Oficjalna strona zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi.

Powołanie | Służba | Praca