• ul. Sowietskaja 76 A
    247-400 Swietłogorsk (Białoruś)
  • tel. +375 234 225 492



Siostry na Białorusi

W 1993 r. dwie siostry wyjechały do pracy misyjnej na Białoruś. Najpierw pracowały w Bobrujsku, a po 3 latach przeniosły się do Swietłogorska, gdzie pracują przy parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Siostry prowadzą katechizację dzieci i młodzieży, odwiedzają chorych w domach i w szpitalach, organizują i wyjeżdżają z młodzieżą na spotkania z Papieżem, z dziećmi na kolonie letnie, wycieczki i pielgrzymki. Dbają także o wystrój kościoła.


S. Agnieszka Langa z misyjną posługą jest na Białorusi od 1993 r. Pierwsze trzy lata posługi były związane z Bobrujskiem, a od 1996 roku w Swietłogorsku. Miasto liczy około 70 tys. ludności. Są w nim trzy cerkwie prawosławne i jeden kościół rzymskokatolicki. Oto misyjne refleksje siostry Agnieszki.

Są jeszcze inne wyznania, jak: Nowaja Apostolskaja, Swiet Isciny, Nowaja Błagadać. Nie brakuje też Świadków Jehowy. Ludzie mają duży wybór. Choć tak naprawdę nie bardzo są zainteresowani tym, co od Boga pochodzi. Ponad 70 lat nasilonej ateizacji doprowadziło do takiego wyjałowienia wewnętrznego, że trudno sobie wyobrazić, co faktycznie kryje się w sercach tego ludu.

Mały obrazek z życia. Babula, lat 80, pierwszy raz przyszła do kościoła. Nigdy nie była u spowiedzi. Zaproponowałam spotkanie w jej mieszkaniu. Zgodziła się bardzo chętnie. W trakcie odwiedzin zapytałam, czy nie chciałaby przygotować się do spowiedzi. Wszystko było „okej” do momentu – grzechu. Tu zaczął się poważny problem, gdyż babula przeżyła prawie całe swoje długie życie, a nie popełniła grzechu. Bardzo trudno było ją przekonać. Tłumaczę jej, że nie ma człowieka bez grzechu, a kto mówi, że nie ma grzechu, jest kłamcą – mówi św. Jan Ewangelista. Ona mi na to: Każdy może tak, no ja bezgrzeszna. A gdy po długim roztrząsaniu swego życia doszła do tego, że ma grzechy, pojawił się większy problem, wyznanie ich przed księdzem. W żadnym wypadku tego nie uczyni. Trzeba było długo modlić się za babcię, cierpliwie objaśniać, dlaczego trzeba wyznać grzechy na spowiedzi, by w końcu uczyniła krok do przodu. Dziecko od razu widzi swoje winy. Staruszce trzeba było długo tłumaczyć, by to pojęła. Choć odnoszę wrażenie, że tak do końca ona tego nie zrozumiała.


Takich sytuacji mamy tu więcej. Często ludzie powtarzają zdanie: My wierim w sercu. Kościół, sakramenty, modlitwa – jest dalekie od nich. Człowiekowi, który całe życie nie kłaniał się Bogu – dzisiaj trudno przekroczyć próg kościoła i upaść na kolana. To go przerasta. Dlatego w błędzie jest ten, kto myśli, że tu ludzie tłumnie się nawracają i przychodzą do kościoła, korzystają z sakramentów świętych. To całkiem nie tak. Są pojedyncze osoby, które czują w sercu, że powinny przyjść do kościoła, proszą o przygotowanie do sakramentów, ale to idzie bardzo powoli. Trzeba bardzo dużo modlitwy, cierpliwości, zachodu, by ci ludzie zrozumieli, czym rzeczywiście jest Kościół dla nich samych, dla ich bliskich i dla ich otoczenia. Dlatego pragnę się zwrócić z gorącym apelem do każdego, kto będzie czytał ten tekst, o modlitwę za wszystkich zagubionych w życiu duchowym.

Są też w naszym życiu chwile bardzo optymistyczne i radosne. Doświadczamy tego, jak bardzo jesteśmy tu potrzebne i oczekiwane, gdy na krótki czas wyjeżdżamy do Polski. Ostatnio byłam w Polsce przez trzy tygodnie. Po powrocie dzwoni telefon – odzywa się głos: Szukam s. Agnieszki, moja mama... Płacz i cisza... Uspokajam... Cisza... Moja mama w szpitalu... paraliż. Obiecałam modlitwę i odwiedziny w szpitalu. Na drugi dzień idę do szpitala. Pytam: Może księdza? Kiwa głową, że tak. Poszłam po księdza, chora przyjęła sakrament namaszczenia chorych. Podziękowała uśmiechem. Ja dziękowałam Bogu za to wydarzenie. Utwierdziłam się w tym, że nasza obecność tu jest bardzo ważna. Jesteśmy ludziom potrzebni. Choć czasem przychodzi pokusa i myśl, że nic tu po nas. Bóg chce być wśród ludzi, chce być z ludźmi. Nasze zadanie to pomóc w tym i ludziom, i Bogu.

Świat bardzo ludzi wciąga. Konsumpcja wszędzie zbiera swoje żniwo. Zatracamy prawdziwe wartości. Przeżyć życie bardzo dobrze, tzn. bogato, a dalej jak Bóg da, ale ten Bóg tak naprawdę to ich niewiele interesuje. A życia wiecznego nie biorą pod uwagę. Bo któż wie, czy ono w ogóle istnieje? Takie panuje tu przekonanie.

A oto drugie wydarzenie, w którym widzę działanie Boga przez naszą posługę. Pomóżcie!!! Błagam!!! Pytam, co się stało? Dziewczyna o imieniu Kasia mówi, że z mamą jest bardzo źle. Mówi od rzeczy. Nie wiadomo, o co chodzi. Mówi, że dzisiaj umrze. Pomóżcie... Proszę... Schodzę, pytam: Gdzie mama? Odpowiada: W samochodzie z tatą, chodźcie, może was posłucha. Jak mogę pomóc? Jeżeli mówi od rzeczy, to tylko psychiatra... Może inny lekarz? Kasia odpowiada: Mama nie chce do lekarza. W sercu pytam: Boże, jak jej pomóc? Co mogę dla niej zrobić? Księdza nie ma. I tu Bóg dał olśniewającą myśl, podejdź do niej. Idziemy do samochodu. Mama z tatą idą nam na spotkanie. Poznaję, nasza parafianka, Ania. Bardzo przerażona, pełna lęku. Zwracam się do niej: Aniu, co z tobą? Ona: Musimy porozmawiać. Zostajemy same. Ona chce się wyspowiadać, ale nie ma księdza. Będzie wieczorem. Może wtedy przyjdziesz? Odpowiada: Dobrze, ale ja siostrze wszystko powiem. Pod koniec rozmowy prosi o modlitwę w jej intencji do Matki Bożej Budcławskiej. Utwierdziłam ją w tym, że Matka Boża nigdy nie odmówi swojej pomocy. Na pewno wyzwoli ją od lęku i da pokój. Prosiła, abym dała jej obrazek Matki Bożej Budcławskiej, bo tylko Ona ją zrozumie. Byłam wzruszona jej postawą i wielką wiarą, zupełnie jak u kobiety kananejskiej z Ewangelii. Odeszła całkiem uspokojona, a ja byłam bardzo szczęśliwa.

I po raz wtóry Bóg dał mi jasno zrozumieć, jak bardzo On nas tu potrzebuje. Ludzie tu bardzo cierpią. Nie wiedzą, co robić. Są po prostu zagubieni duchowo. Świat wokół nich, to świat pogański, wielu zabobonów. Lęk przed drugim człowiekiem. Nie ma tej wolności, o której pisze św. Paweł: jeśli my z Bogiem, to któż przeciwko nam. Spotykamy tu ludzi niby wierzących, uczęszczających do kościoła, a gdy wypowiedzą jakieś nieszczęsne słowo, szukają niemalowanego drewna, by odpukać, żeby coś złego się nie stało. Śmieszne to, ale prawdziwe. Żeby dotrzeć do umysłów tych ludzi i przekonać ich, że to Bóg Wszechmocny rządzi światem, a nie drewno niemalowane czy jakiś inny przedmiot, potrzeba dużo, dużo czasu, a przede wszystkim modlitwy, by Duch Święty przyszedł im z pomocą, oświecił i dał zrozumieć to wszystko, co zostało im tak doszczętnie wyrwane z ich serc. Zabrano im Boga, a nie dano im praktycznie niczego. Pustkę, jaką przeżywają, zapełniają zabobonami i gusłami, bo nie można żyć, nie wierząc – jeśli nie Bogu, to w cokolwiek innego.

Taki jest nasz świat, w którym żyjemy, a który jest nam dany, by z Bożą pomocą, pracą i modlitwą przemieniać go w prawdziwe Królestwo Boże, w którym będzie królował Pan nasz Jezus Chrystus.

(z Miesięcznika Diecezji Ełckiej „Martyria”)

Białoruś liczy ok. 10,3 mln mieszkańców, w tym ok. 6% Polaków. Z większych miast należy wymienić: stolicę państwa – Mińsk, Brześć, Bobrujsk, Witebsk, Homel, Grodno. Rzeki: Dniepr z Sożem, Berezyna, Prypeć, górna Dźwina, Niemen z Wilią. Wzdłuż autostrady ciągną się pasma lasów, z rzadka spotykane wsie czy miasteczka są podobne do siebie: domy drewniane, niebieskie lub brązowe, z okiennicami i ozdobami, drewniane płoty. Od Unii lubelskiej (1569) rozpoczęła się ekspansja kultury polskiej i kościoła rzymskokatolickiego. W wyniku Unii brzeskiej (1596) powstał kościół unicki. W okresie międzywojennym część Białorusi należała do Polski, istniała tam organizacja kościelna, a obecnie są diecezje: mińsko-mohylewska i pińska. Na Białorusi w miejscowości Lepiel koło Witebska była ochrzczona s. Jolanta Zdrojewska (1917), w Zaturii, pow. Nieśwież urodziła się s. Scholastyka Łazowska (1923), s. Tatiana Chałapuk w Iwieńcu (1976) i s. Marina Szczerbinka w Bobrujsku (1980).


Zagrożeniem dla kapłanów i sióstr na Białorusi jest ich rozproszenie – dzielące ich odległości. Dla utrzymania więzi raz w miesiącu siostry z całej diecezji gromadzą się na przemian w swoich domach zakonnych. Podobnie kapłani spotykają się w sąsiednich plebaniach raz w tygodniu. Na kilkugodzinne spotkania księża dojeżdżają nawet z odległości 600 km! Aby samotność nie ciążyła kapłanom i siostrom, potrzebne jest modlitewne wsparcie oraz nasze odwiedziny dla utrzymania więzi wspólnotowej. O takim zaangażowaniu w misyjne dzieło Kościoła mówią nasze Konstytucje (por. K 126)

W mieście jest zarejestrowanych 18 wyznań, skupiających niewielki procent mieszkańców. Pozostali to ateiści, ludzie zagubieni, pozbawieni sensu życia. Społeczeństwo i rodzinę niszczy alkoholizm, narkomania, prostytucja, a przede wszystkim beznadziejność.


Świadectwo wiary tamtejszych osób duchownych jest zdecydowane i przejrzyste. Obecność ich jest błogosławieństwem dla tej ziemi. Działalność sióstr na Białorusi nie może przynieść od razu widocznych owoców. Czysta intencja pracy misyjnej wypływa z serca i umocniona jest wiarą. Błędem byłoby mierzyć pracę probierzem skuteczności. Wszystko, co czynimy, czynimy dla Jezusa, szukamy z Nim owiec zagubionych. W przeciwnym wypadku trzeba wracać do kraju. Nie można zbyt wiele planować – przede wszystkim trzeba zdać się na wolę Bożą. Jeśli Bóg zechce, to zasiew ziarna wyda plon. Misja Kościoła musi się liczyć z tamtejszymi realiami. Ufajmy, że Pan żniwa pozwoli na podjęcie przez Zgromadzenie prac misyjnych, do których kierowane będą siostry obdarzone odpowiednimi przymiotami serca i umysłu (por. K 126).


  • galeria zdjęć:


(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)

Info

Oficjalna strona zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi.

Powołanie | Służba | Praca