Nie ma nic piękniejszego jak życie według Ewangelii Chrystusowej. Nie ma nic piękniejszego jak poznać Go i podzielić się Jego przyjaźnią z innymi.

Benedykt XVI

W czasie medytacji pragniemy doświadczać Boga przemawiającego w swoim Słowie. Podane niżej punkty są propozycją wprowadzenia w osobistą modlitwę: można podążać zgodnie z nimi lub też kierować się dowolnie Słowem, które pociąga, wzbudza refleksję, zaprasza, nasyca, tak by osiągnąć duchowy pożytek i odnieść dany tekst do własnego życia. Pomagają w tym pytania, zachęcające do konfrontacji z życiem, czyli do tego, by to Słowo „czytało” nasze życie.

W medytacji kierujemy się również ignacjańską zasadą tantum quantum, czyli „o tyle, o ile”, a więc należy korzystać z punktów „o tyle, o ile” służą naszemu zbliżeniu się do Boga i smakowaniu Go na modlitwie. „Nie ilość wiedzy, ale wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy zadowala i nasyca duszę” (ĆD 2). Wobec tego nie „szukajmy” wielu treści, ale słowa, które dla nas jest ważne, najbardziej przemawia, do którego możemy później wracać i nim się modlić. Warto też podzielić się nim we wspólnocie, by wzajemnie się ubogacać.

Zaproponowane punkty do medytacji są owocem modlitwy grupy Sióstr, owocem dzielenia się wiarą i spotkaniem z Jezusem w Jego Słowie.


Rabbi! – to znaczy Nauczycielu! Gdzie mieszkasz?

(J 1,35-51)

Prośba: o pragnienie autentycznego spotkania z Jezusem, by Go nieustannie poznawać przez trwanie przy Nim, by był moim Nauczycielem.

  • Ewangelista Jan zaprasza mnie dziś do zatopienia wzroku w Jezusie. Dołączę do Jana Chrzciciela i Uczniów, by pochylając się nad ich doświadczeniem Chrystusa, przypomnieć, usłyszeć na nowo słowa Pana, skierowane do mnie po raz pierwszy. Kiedy to było? Jakie to były słowa? Czy nadal są dla mnie żywe?
  • Uczniów Jana było wielu. Jezus spojrzał na tych dwóch. Jeszcze raz zechcę przeżyć moment z historii życia, kiedy Jezus spojrzał na mnie po raz pierwszy. Gdy zobaczył mnie wśród wielu uczniów idących za Nim i zapytał: „Czego szukasz?” Czego, Kogo szukałam w tamtym czasie? Czego, Kogo poszukuję dziś?
  • „Gdzie mieszkasz?” Moje pierwsze spotkanie z Jezusem, jak i uczniów, było wyjątkowe. Liczył się tylko Chrystus oraz pragnienie przebywania i poznawania Go. Czy nadal jest we mnie pragnienie poznawania Jezusa? Na ile Go znam w tej chwili? Może Go w ogóle nie znam? Czy potrafię się do tego przyznać?
  • „Chodźcie a zobaczycie.” Czy jestem gotowa zostawić wszystko: przyzwyczajenia, ideały, przywiązania, aby pozwolić Jezusowi, by ukazywał mi prawdę o Sobie? Powierzę Jemu wszystko, co osłabia moje pragnienie spotkania Go, doświadczenia Jego obecności przez pozostanie u Niego.
  • „Prowadzili go do Jezusa.” Kogo dziś ja chcę przyprowadzić do Jezusa? Prześledzę w myślach imiona tych osób, powiem Jezusowi o nich kilka słów. Powierzę ich Jemu.
  • „Pójdź za Mną.” Podziękuję Jezusowi za Jego wezwanie wypowie-dziane i wypowiadane do mnie każdego dnia na nowo. Przeproszę Go za każde odejście, niewierność. Poproszę o łaskę wytrwania na drodze za Nim, moim Nauczycielem.
  • „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: widziałem cię...” Dlaczego wierzę? Czy moje pragnienia, ufność, praca, inicjatywy mają fundament w miłości do Chrystusa, w Jego wezwaniu, zaproszeniu złożonym w moim sercu?
  • Wzbudzę w sobie pragnienie częstego przebywania z Jezusem na modlitwie, by Go lepiej poznawać. Z zawierzeniem w akcie strzelistym będę prosiła: „Jezu, otwórz oczy mego serca na Siebie.”

Pytanie do dzielenia się: Jak przeżywam moje spotkanie z Jezusem?


Wina nie mają

(J 2,1-11)

Prośba: o wrażliwe oczy serca na potrzeby innych.

  • „I była tam Matka Jezusa.” Maryja z Nazaretu wchodzi na scenę, jakby na palcach, zupełnie nie narzucając się, bez natręctwa, pełna typowej dla siebie dyskrecji. Czy naśladuję Maryję w Jej cichości i pokorze? Czy potrafię zejść na drugi plan, kiedy trzeba?
  • „A kiedy zabrakło wina.” Ona jedna spostrzegła niepokojącą rysę w organizacji uroczystości. Uprzedza nie tylko oczekiwania, ale wręcz uświadomienie sobie sytuacji przez innych. Zaczyna działać, nim ktokolwiek dostrzegł braki. Spieszy zaradzić im, zanim zostanie ogłoszony alarm. Jest Dziewicą zauważającą. Potrafi zająć pozycję ukrytą, ale pełną czujności. Czy jestem kobietą widzącą i zauważającą, pełną czujności? Czy dostrzegam więcej niż tylko to co na moim skrawku obowiązku, modlitwy?
  • Madonna widzi poza. Widzi to, co znajduje się poza własnym talerzem. Jej spojrzenie wędruje wokoło, obejmuje nim całość, nie tylko siebie. Czy dostrzegam potrzeby innych? Czy nie skupiam się jedynie na własnych?
  • Bezokolicznik spostrzegać tłumaczy się jako zdolność patrzenia w przód, uprzedzania, wyprzedzania. Nie wystarczy tylko widzieć. Trzeba również przewidzieć. Nie wystarczy odpowiedzieć. Trzeba uprzedzać żądanie. Czy staram się przewidywać gdy podejmuję decyzje? Czy czasami nie modlę się, nie wykonuję pracy, dla samego wykonania, nie myśląc o skutkach?
  • „Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina».” Maryja nie domaga się niczego, nie prosi dla siebie. Troszczy się o innych, choć sami zainteresowani nie zauważyli niczego, nawet nie zdają sobie sprawy z niezręcznej sytuacji. Czy potrafię oddzielić człowieka od zachowania? Czy nie wypominam innym błędów, nie szufladkuję ich jako „...” Czy potrafię jak Maryja po prostu zatroszczyć się o drugą osobę, o siostrę obok mnie?
  • Samo spojrzenie, dostrzeżenie braku nie wystarczy. Może istnieć spojrzenie uważne, ale zimne, obojętne. Dobrze widzi się tylko sercem. Uczeni informują nas, że to mózg widzi, oczy są jedynie narzędziem. Lecz ten mózg nie może zostać na swoim miejscu, musi zejść do serca. Wówczas serce staje się siedzibą wzroku. Czy jestem wrażliwa na innych? Czy patrzę na nich sercem?
  • „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie.” Maryja kieruje do nas zaproszenie, byśmy wprowadzali w życie wolę Bożą. Prośmy, byśmy ją rozeznając otwierali się na Jej Syna.

Pytanie do dzielenia się: Jak wypełnia się w moim życiu postawa Maryi?


Jak może człowiek się narodzić, będąc starcem?

(J 3,1-21)

Prośba: o łaskę chrztu w Duchu Świętym i doświadczenie świeżości łaski Bożej – nowości życia Bożego w duszy i entuzjazmu wiary; o odwagę powierzenia swoich życiowych nocy Bogu.

  • „Przyszedł do Jezusa nocą”. Będę prosić Ducha Świętego o od-wagę zobaczenia własnych „nocy” – grzeszności, słabości. Przyjrzę się uczciwie temu, co we mnie słabe, niedojrzałe, ukryte przed innymi ze wstydu. Stanę z tym wszystkim przed Jezusem moim Nauczycielem.
  • „Jeśli ktoś nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co zrodziło się z Ducha jest duchowe, a co z ciała jest ciałem”. Czy świadomie przeżywam istniejące we mnie napięcia między dążeniami duszy (wyższymi) a dążeniami ciała (niższymi)? Czy duchem zwyciężam to, co cielesne, przyziemne? Czy zdobywam się na osobistą ascezę? Czy ulegam wygodzie, która rodzi ociężałość ducha, przeciętność.
  • „Trzeba abyście narodzili się na nowo”. Warunkiem nowego narodzenia się człowieka jest otwarcie się i przyjęcie Ducha Świętego, tęsknota za Nim, głębokie pragnienie zrodzone z doświadczenia własnej nicości i nędzy.
  • Narodzenie się z Boga (J1,13) i świadome przeżywanie własnego dziecięctwa Bożego realizuje się przez przyjęcie Słowa. Przyjęte z wiarą Słowo pozwala doświadczać życia w Światłości, radości, pokoju, dobroci i cierpliwości. Zaś jego skutkiem jest oglądanie chwały Bożej – wejście do Królestwa. Czy doświadczam wielorakiego działania Ducha Świętego, który dopomaga do ofiary, ożywienia wiary, uświęcenia, karności, mądrości, miłości i jedności? Jakie dary i owoce Ducha Świętego są widoczne w moim życiu?
  • Tam, gdzie są narodziny, tam jest też ból. Chrystus namaszczony Duchem Świętym swój chrzest rozumiał jako doświadczenie cierpienia, krzyża, wyniszczenie aż po śmierć, by zmartwychwstać. Swoistym sprawdzianem Bożego Ducha we mnie jest gotowość przyjęcia tego, co trudne, akceptacja krzyża. Jest to myślenie zupełnie inne niż świata. Jezus do Piotra, który chciał go odwieźć od krzyża mówiąc: „nigdy to nie przyjdzie na ciebie”, odpowiedział: „zejdź mi z oczu szatanie”. Czy jest we mnie taka dyspozycyjność i wiara narodzonych z Ducha, którzy pozwalają się prowadzić woli Bożej w wolności i zaufaniu?

Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać

(J 4, 1-26)

Prośba: o związanie swoich pragnień z Jezusem, aby Jego życie wypełniło moje życie; o radość z powołania

  • Jezus zmęczony drogą siedział przy studni. Było to około południa (południe – są już pewne doświadczenia, rozczarowania, przyzwyczajenia, tęsknoty, niespełnienia). Studnia – miejsce spotkania, miejsce toczącego się życia codziennego. Samarytanka przychodzi z pustym dzbanem. Pusty dzban – nie wypowiedziane pytania, marzenia, tęsknoty, w tym pragnienie wypełnienia życia, sensu, czegoś większego. Dla Jezusa pusty dzban – to pragnienie, by dać jej życie. Te dwa pragnienia spotykają się. Jezus czeka na Samarytankę (kobietę, na mnie, na ciebie), zastanawia, przyciąga i sprawia, że wchodzi w dialog z Nim.
  • „Daj mi pić” – Jezus zdaje się mówić: potrzebuję cię i tego, co tylko ty możesz zrobić. Nawiązuje kontakt, prosi o coś, co dana osoba może mu dać. Powołanie przekracza człowieka, ale jest propozycją, by zrobić coś konkretnego, dać coś z siebie, wzywa do tego nowego, nieznanego, co otwiera serce kobiety na przyszłość.
  • „O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: «Daj Mi się napić» – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”. Jezus prowadzi kobietę ku tajemnicy, tak jakby mówił: gdybyś zaczęła kierować swoje życie ponad małe przedsięwzięcia i codzienne troski ku temu, co wprawdzie cię przewyższa, ale zostało stworzone właśnie dla ciebie, co stanowi twoją tożsamość i szczęście – jakże zmieniłaby się twoja historia, jakże poszerzyłyby się horyzonty twojego życia. Proś Ducha Świętego o poznanie świata Twoich wewnętrznych pragnień, tęsknot – Twojego pustego dzbana. Co wypełniało Twoje życie, co było (jest) dla Ciebie ważne, co jest wartością? Jakie są Twoje pragnienia, oczekiwania? Czego się obawiasz, co Cię niepokoi? Jakie jest teraz Twoje życie? Jakie miejsce w Twoim życiu ma Słowo Boże?
  • „Panie, nie masz czerpaka… Skądże weźmiesz wody żywej” – kobieta próbuje się bronić, banalizuje sprawę, nie może uwierzyć w wielkość tego, czego Bóg dla niej pragnie. Nie traktuje tego poważnie, nie może aż tak zaryzykować, ponieważ wierzy tylko w to, co widzi, czego dotyka lub o czym jest całkowicie przekonana, że potrafi to zrobić. Tak postawa jest zaprzeczeniem tajemnicy i świadczy o jej utracie. Równocześnie kobieta nie jest pozbawiona pewnej intuicji: studnia, którą Jezus drąży w jej życiu jest głęboka. Jezus jest jak nikt inny, daje sens
    i możliwości zaspokojenia ludzkich pragnień. Wodą obiecaną jest „woda żywa”, świeża i czysta, czyli to, w czym kobieta rozpoznaje swą prawdziwą tożsamość, swoje życie, swoją przyszłość.
  • „Czy Ty jesteś większy od naszego Ojca Jakuba? Z tej studni pił Jakub, jego synowie i bydło. Przychodzi pokusa: wszyscy byli zadowoleni z tej wody. Dlaczego musiałeś przyjść, aby skomplikować moje życie i kazać mi iść pod prąd? Proszę, pozwól mi żyć jak dotychczas, jak żyją inni. Tajemnica powołania porusza, prowokuje, przeszkadza, niepokoi, a Jezus nie ustępuje i przynagla.
  • „Każdy, kto piję tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki” – to co Jezus może ofiarować jest całkowitym nasyceniem, pełnią człowieczeństwa i wieczną szczęśliwością. „Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu». Powołanie nigdy nie dotyczy tylko osoby zainteresowanej – ma cele i horyzonty, które sięgają dalej, jest dla innych, jest źródłem życia, jest odpowiedzialnością, jest dźwiganiem ciężarów innych, jest definitywnym skończeniem z zajmowaniem się sobą. Życie jako dar z siebie (źródło) jest bardziej pociągające niż woda samorealizacji.
  • „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. To prośba o odkrycie tożsamości, własnego oblicza zgodnie z Bożym planem. Kobieta została postawiona przed tajemnicą własnego życia i przyszłości.
  • „Idź zawołaj swego męża”. Odzyskana tajemnica musi zostać poddana rozeznaniu: poprzez ujawnienie prawdy o życiu kobiety i jej przeszłości, a potem przez nawiązanie do osoby Jezusa – „a potem wróć tutaj”. Jezus pomaga kobiecie rozeznać tajemnicę jej życia: chce, aby dotknęła nierozwiązanego problemu, którego nawet wstydzi się wziąć pod uwagę, którego nigdy nie miała odwagi rozpoznać w całej prawdzie lub w którym stykają się granice jej słabości i możliwości. Co w moim życiu jest „bez rozwiązania”? Bóg pragnie mojego szczęścia. Dlaczego nie jestem szczęśliwa, co mi w tym przeszkadza?
  • „Kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża»”. Została zmuszona do przyznania, że pewien nadmiar (mężów, związków, ....) nie wypełnił jej wnętrza i nie wzbogacił jej osoby. Woda, którą piła w dużej ilości, nie zaspokoiła jej pragnienia. Dzban pozostał pusty. Co mnie do tej pory „nie wypełniło”, nie potrafiło zaspokoić moich pragnień? Moje maski, co chcę ukryć. Czego mi dotkliwie brak?
  • „Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. […] ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą»”. Kobieta dochodzi do określonej prawdy, Jezus tę prawdę podkreśla, aby dać do zrozumienia kobiecie, ze jest jeszcze daleko do swej prawdziwej tożsamości i żeby pchnąć ją do jej odkrycia. Stań wobec tajemnicy swojego życia. Tam też jest Bóg. Bóg jest w Twojej przeszłości, w korzeniach, w tożsamości. Co Jezus mówi Ci o Twoim życiu przez Słowo o Samarytance? Jakiego problemu dotyka? Twoje pragnienia? Usilnie pytaj Jezusa, co masz czynić, co On chce, abyś czyniła, gdzie była?
  • „Przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. „Jestem nim Ja, który z tobą mówię” – to klucz do interpretacji życia kobiety. Jezus się jej objawia, a ona uświadamia sobie całą zawiłość swojego życia, chodzenie w ciemności, w niewiedzy... Nie musi z tym zostać sama: On przyszedł do niej, aby ją prowadzić na drogę światła, prawdy, wolności. Co wybierze? Jak wykorzysta to spotkanie z Jezusem? Czy będzie chciała po tylu latach podjąć decyzję na zmianę życia, czy odważy się na życie z Bogiem? Jak Ty Mu odpowiesz?

Panie, nie ma człowieka, aby mnie wprowadził...

(J 5, 1-16)

Prośba: o łaskę prawdziwej wiary, czyli powierzenia się w ręce Boga oraz zaufania Jego mocy i potędze; o łaskę uznania, że potrzebuję pomocy i odwagi, by o nią prosić Boga.

  • Jezus uzdrawia chorego. On przychodząc lituje się na widok ludzkiej słabości. On dostrzega człowieka i jego potrzeby. On widzi cierpienie człowieka.
  • Ufność Bogu przynosi pewne i dobre wyniki. Opowieść ta jest próbą przekonania nas o sile i wartości szczerej wiary. Bóg nam da to, o cokolwiek poprosimy, kiedykolwiek poprosimy, o jak wiele poprosimy.
  • Kiedy prosimy Boga, jak szczere są motywy naszej modlitwy? Jak głęboko jesteśmy przekonani, że Bóg nas wysłucha? A kiedy nasze modlitwy nie są wysłuchane tak szybko, jak byśmy sobie życzyli, czy nie rezygnujemy?
  • Czyż nie jest prawdą, że i my w rzeczywistości jesteśmy chorzy? Kto ma nam przywrócić zdrowie? Jest to w mocy Chrystusa, który może o wiele więcej niż to sobie wyobrażamy.
  • Czy wierzę, że Boga mogę spotkać wszędzie i w różnych sytuacjach? Czy jestem na to gotowa?
  • Choroba dała wielkie szanse choremu i być może otoczeniu – bez niej prawdopodobnie nie spotkałby się z Jezusem. Ona otworzyła oczy człowieka. To w niej dokonuje się walka, ale i największe nawrócenie.
  • Otwórzmy nasze oczy, cierpliwie czekając na przychodzącego Jezusa. Otwórzmy nasze serca na Jego uzdrawiającą moc.
  • Słysząc pytanie Jezusa: „Czy chcesz...?”, powierzmy z głębokim zaufaniem Jemu nasze choroby i słabości. Jezus zaprasza nas do nowego życia! Jezu, pomóż mi! Daj mi siłę! Pomóż mi się podnieść, przezwyciężyć trudności i iść dalej!

Nikt cię nie potępił?

(J 8,1-11) 

  • Stanę pośrodku placu z Jezusem, nie ma już nikogo, został tylko stos porzuconych kamieni i ślady stóp po tych, którzy je tam przynieśli. „Nikt cię nie potępił?” Nikt nie miał w sobie tyle obłudy i zakłamania, żeby pierwszy rzucić kamieniem? Nikt z nas nie jest bez grzechu, nikt nie jest doskonały. Uznam swoją słabość, zobaczę swój grzech, stanę na równi z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie, przyprowadzoną do Jezusa, postawioną na środku, oskarżoną, czekającą na potępienie. To trudne i bolesne dla niej doświadczenie, ale może potrzebne do jej nawrócenia, do odkrycia przebaczającej miłości Jezusa, miłości bez granic. Jezus potrzebuje takiego właśnie narzędzia, by objawić swoją miłość światu. Zamiast brać do ręki kamień, poproszę Tego, który jest Wieczną Pamięcią o serce miłosierne, przebaczające, zapominające, serce Jezusa, które ciągle zapomina i nie pamięta nam naszych grzechów.
  • Podczas gdy wszyscy wpatrywali się w kobietę, widząc tylko jej grzech, Jezus spuścił wzrok, pochylił się ku ziemi, z szacunkiem ukazując jej godność jako dziecka Bożego. On widział nie tylko jej błędy, ale dostrzegał także jej serce. Kiedy podniósł się z ziemi, tak jak później trzykrotnie powstawał z upadków, dźwigając nasze grzechy, uczynił ją nowym człowiekiem, otoczył ją swoją przemieniającą miłością.
  • Spojrzę na Jezusa piszącego palcem po ziemi, wystarczy lekki powiew wiatru, by nie pozostało po tym śladu – wystarczy łaska Boża i moje skruszone serce, by nie pozostało śladu po moim grzechu. Każdy porzucony kamień był przyznaniem się do grzeszności, ale nie był oddaniem tej grzeszności Jezusowi. A On podniósł się i stanął tuż obok oskarżonej kobiety, pośrodku placu otoczonego pozornie ukrytymi grzechami. Tylko grzechy kobiety cudzołożnej były jawne, i te Jezus odpuścił, nie potępił. On podnosi się z ziemi i staje także obok mnie, by usłyszeć i odpuścić mój grzech, obdarzyć mnie swoim miłosierdziem. Poproszę Jezusa o serce szczere, pełne prawdy, odważne do przyznania się do grzechów i słabości. Poproszę o wiarę w ich odpuszczenie, o zdolność przyjęcia Jego miłości. Posłucham jak Jezus mówi do mnie: „Idź i odtąd już nie grzesz”. Weź i zanieś moją miłość światu, który tak bardzo jej potrzebuje. Bądź świadkiem Mojej miłości!

Rabbi, kto zgrzeszył, że urodził się niewidomym – on czy jego rodzice?

(J 9,1-34)

Prośba: o łaskę spotkania z Jezusem, który przekracza moje o Nim wyobrażenia, który jest zatroskany o mnie; o łaskę poznania siebie, swojej ślepoty i przyjęcia światła prawdy o mnie.

  • Stanę w obecności Boga ze świadomością, że On jako jedyny zna mnie do końca i pragnie, by w moim życiu „objawiły się sprawy Boże” i bym chciała przejrzeć, by widzieć wszystko jasno i wyraźnie.
  • Przeczytam fragment Ewangelii według św. Jana (9, 1-34) z głębokim przekonaniem, że Jezus opowiada ją dla mnie i o mnie.
  • Będę pytać siebie: W czym przejawia się moja ślepota? Jakie sprawy w moim życiu wymagają przejrzenia, uzdrowienia i dotyku miłości Jezusa? Co już zostało uzdrowione pod wpływem wiary? Jakie trudności, niepowodzenia, nieszczęścia są moim udziałem? Czego nie chcę zobaczyć, z czym jest mi wygodnie, choć to boli?
  • Pytanie uczniów o sens cierpienia niewidomego zakłada odwieczne powiązanie cierpienia z grzechem. Kto jest winny: „on czy jego rodzice”? „Kto zgrzeszył?” nie jest pytaniem właściwym. Kwestia winy w cierpieniu jest drugorzędna. Istotne jest, że przez cierpienie „objawiają się sprawy Boże”. Właściwe pytanie powinno brzmieć: Jaki sens ma moje cierpienie? Co Bóg chce mi przez nie powiedzieć? Na co zwrócić uwagę?
  • Najbardziej adekwatną odpowiedzią Boga na ludzkie pytania o sens cierpienia jest męka i śmierć Jezusa, Syna Bożego. Bóg zamiast usunąć cierpienie z ziemi, sam je podjął. „Bóg nie przyszedł, aby wyjaśnić cierpienie, przyszedł, aby napełnić je swoją obecnością” (Paul Claudel). Zło i cierpienie jest nie tylko dramatem człowieka, ale również Boga.
  • Ewangelia wskazuje na bolesne cierpienie, jakim jest ślepota. Życie w ciemności jest zamknięciem na prawdę o sobie i życiem w iluzjach. Jest brakiem zgody na swoje „ciemne plamy” – słabości, błędy, grzechy. Tworzenie nierealistycznego, zbyt wyidealizowanego obrazu siebie prowadzi do pychy.
  • Ostatecznie cierpienie może pokonać tylko miłość. Miłość nadaje sens wszystkiemu i pozwala znosić najcięższe trudy. Dramat człowieka nie polega na tym, że cierpi, ale na tym, że jest to cierpienie zmarnowane, niepotrzebne, odrzucone. Gdy brakuje miłości jako sensu cierpienia, staje się ono niemożliwe do udźwignięcia.
  • Prawdziwe przejrzenie jest możliwe w wierze, w spotkaniu z Jezusem – Światłością świata. Jezus otwiera oczy i objawia prawdę. Czyni to stopniowo, jak w czasie uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia. Najpierw czyni błoto, mieszając ziemię ze śliną i nakłada na oczy. Przypomina w ten sposób nasz związek z ziemią: „prochem jesteś
    i w proch się obrócisz”(Rdz 3, 19). Następnie każe się obmyć w sadzawce Siloe, czyli „Posłany”. Sadzawką Siloe jest sam Jezus. Syn Boży posłany przez Ojca jest źródłem życia i miłości. Aby przejrzeć trzeba pogodzić się ze swoją ziemskością i zanurzyć w miłości Jezusa.
  • Uzdrowienie dokonuje się, bo taka jest wola Boga. Jezus, jak Bóg Stworzyciel, który uczynił z mułu ziemi pierwszego człowieka, teraz błotem z własnej śliny i ziemi czyni ze ślepca nowego człowieka. Nie odbywa się to bez udziału samego zainteresowanego. On najpierw nie tylko musi zaufać i pójść do sadzawki, ale zaraz, gdy odzyska wzrok, jest wystawiony na próbę. „Czyż to nie jest ten, co siedzi i żebrze” – pytają – a może tylko podobny? Ciągną go przed kapłanów, grożą, wzywają świadków, wypytują rodziców, sytuacja staje się niepewna. Jak ja bym się zachowała na jego miejscu? Odzyskał wzrok, może rozpocząć samodzielne życie, usunąć się w cień, w końcu nie wie, kim jest ten prorok? Jednak ślepiec wybiera prawdę. Zanim wybierze Jezusa za swego Pana, upór przy świadczeniu niewygodnej prawdy otwiera mu drogę do przyjęcia tej najważniejszej – zawartej w odpowiedzi: Wierzę, Panie.
  • Spotkanie z Chrystusem otwiera oczy, oświeca i wprowadza w duchową rzeczywistość – w intymną więź z Bogiem. Wiara to nowy sposób widzenia. Poprzez nią odkrywamy Boga we wszystkim – w stworzeniach, w ludziach, w nas samych, w zdarzeniach naszego życia.
  • Szabat był dla faryzeuszy jedną z największych świętości. Byli tak bardzo skoncentrowani na przestrzeganiu spoczynku szabatu, że zapomnieli o celu, dla którego Bóg go ustanowił i uczynili go ważniejszym od miłości do człowieka. Dlatego Jezus mówił z mocą, że to szabat został ustanowiony dla człowieka a nie człowiek dla szabatu. Jaki zwyczaj, zachowanie, postawę stawiasz ponad otwartością na drugiego człowieka? A może jest blisko ciebie osoba, przez którą Pan Bóg chce objawić coś więcej o sobie, otworzyć ciebie na Jego niestereotypowe działanie?

Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł

(J 11, 1-44)

Prośba: o bezgraniczne zaufanie Jezusowi przekraczające nasze ludzkie myślenie i oczekiwania; o jedność z Jezusem w trosce o sprawy Ojca.

  • „Choroba ta nie zmierza ku śmierci lecz ku chwale Bożej” (J 11,4). Zobaczę scenę, w której Jezus dowiaduje się o ciężkiej chorobie swojego przyjaciela: „Oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Czy nie dziwi mnie reakcja Jezusa, który dowiadując się o ciężkiej chorobie przyjaciela nie spieszy do niego, ale pozostaje przez dwa dni w miejscu pobytu? Spróbuję zrozumieć czego w tym momencie oczekuje od Jezusa Łazarz i jego bliscy. Przyjaźń Jezusa – On jest w naszych ludzkich sprawach, ale w tej przyjaźni wskazuje na Ojca i Jego sprawy, nadaje kierunek, nie zatrzymuje się na ludzkich więziach – a przecież „miłował Martę i jej siostrę i Łazarza”. A jednak jest coś więcej, coś ważniejszego niż ludzka logika. Czy jestem w sprawach Jezusa, w sprawach Ojca, czy raczej myślę tylko po ludzku i patrzę na życie tylko przez pryzmat swoich oczekiwań?
  • „Gdybyś tu był mój brat by nie umarł…” (J 11, 21). Przypomnę sobie, jak reaguję doświadczając rozczarowań, niespełnienia swoich oczekiwań względem Boga. Czy potrafię przyjmować doświadczenia, których po ludzku nie chcę i nie rozumiem, z zaufaniem, poddaniem woli Bożej? Jak reaguję, gdy nie dostaję tego, o co proszę: czy potrafię przejść ponad ludzkimi oczekiwaniami czy zamykam się w buncie przeciw woli Bożej, Bożym planom względem mnie czy bliskich mi osób? Czy w chwilach, gdy Bóg wydaje się nie słyszeć moich próśb potrafię wyznać: „Panie ja wciąż wierzę…”?
  • „Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem…” (J 11, 25). Jezus ofiaruje mi największy dar – przez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie daje mi nowe życie. Karmiąc mnie swoim Słowem i Ciałem podczas Eucharystii, błogosławiąc swoją łaską, prowadząc swoją wolą podtrzymuje moje życie. Czy wśród codziennych zajęć myślę o tym największym darze Zbawienia, jak przyjmuję ten dar uobecniany podczas każdej Eucharystii? O co przede wszystkim proszę Boga dla siebie i swoich bliskich? Czy proszę też o otwartość na dar Zbawienia, na życie, które codziennie chce dać mi Jezus?
  • „Chodźmy także i my, aby razem z nim umrzeć..” ( J 11, 16). Zastanowię się, jakie daje świadectwo jedności z Jezusem, jak jestem obecna w Jego sprawach? Czy mam odwagę wracać z Jezusem do Jerozolimy, aby pełnić wolę Ojca? Czy jestem gotowa do ofiary ze swojego życia w codziennych sytuacjach? A może tak jak uczniowie, tak bardzo po ludzku, uciekam od krzyża z lękiem: „ Rabbi, dopiero co Żydzi chcieli Cię ukamienować i znów tam idziesz/idziemy?”. Jezus zaprasza do Jerozolimy, nadaje kierunek, wskazuje na misję, którą ma do wypełnienia. Jest ze mną w codziennym umieraniu dla siebie, dla świata. Pomaga przekroczyć to, co mi przeszkadza w wypełnianiu mojej misji. Jezus jest ze mną w przeżywaniu mojego człowieczeństwa, pomaga przejść ponad ludzkimi lękami, szukaniem siebie, uprzedzeniami. Zawierzę Mu z ufnością swoje trudności w pełnieniu Jego woli pamiętając, że On jest ze mną we wszystkich moich sprawach.
  • „Ojcze dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś…” (J 11,41). Przyjrzę się swojej modlitwie: czy jest ona trwaniem w relacji z Bogiem czy tylko zewnętrznym odmawianiem przypisanych modlitw? Ile jest w niej dziękczynienia? Będę się wpatrywać w relację spotkania Jezusa z Ojcem. Zobaczę działanie Bożej Miłości w konkretnych sytuacjach życia, w ostatnim czasie. Może nie podziękowałam Mu jeszcze za to, w czym zostałam wysłuchana, a może nie zauważyłam nawet Bożej łaski w wydarzeniach, w rozwiązaniu sytuacji, które były dla mnie ważne. Zastanowię się, czy zawsze potrafię dziękować, czy rozczarowania i oczekiwania nie budują we mnie postawy skupienia na sobie, na tym co JA CHCĘ, co mi „się należy”. Będę trwać z Jezusem, dziękując za to wszystko, co teraz przychodzi mi na myśl, modląc się Jego słowami: „Ojcze, dziękuję Ci…”
  • „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić” (J 11, 44). Zastanowię się czy dostrzegam i uznaję działanie Boga w życiu innych ludzi. Czy zamiast cieszyć się z wielkich dzieł Boga w życiu ludzi, których spotykam, nie zatrzymuje się na tym, co w nich małe, słabe, co tylko ludzkie? Może wciąż patrzę na kogoś przez pryzmat jego przeszłości, może wciąż wypominam komuś jego upadki i słabości, które Bóg dawno wybaczył? Jezus mówi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Oddam Mu te osoby, o których przeszłości, słabościach nie potrafię zapomnieć, które wiążę swoją pamiętliwością, uprzedzeniami. Podziękuję za wszelkie dobro, którego Bóg w nich dokonuje i którego dokonuje przez nie, za przebaczenie i uzdrowienie, którymi je obdarzył. Spróbuję patrzeć i przyjmować z wiarą te osoby, pamiętając, że tak jak we mnie działa łaska Boża, tak i im Jezus daruje ciągle nowe życie.

Propozycje postanowienia: będę wpatrywać się w Bożą Miłość w codziennych sytuacjach życia; będę przyglądać się Bożej wspaniałomyślności w rozwiązaniach konkretnych sytuacji. Będę modlić często słowami: „Ojcze, dziękuję Ci…” i wyznawać zaufanie Bogu dowolnymi aktami ufności.


Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę

(J 20,1-18)

  • „Ujrzał i uwierzył” (J 20,8) – w naszym życiu nierzadko spotykamy znaki – ludzi, miejsca, wydarzenia – które świadczą o Bożej obecności i ukazują Jego wielką miłość. Widzimy je, uczestniczymy w nich i nagle spływa na nas niezwykłe przeświadczenie, że On jest, i że kocha. Czy pamiętam choćby jeden taki moment w swoim życiu, kiedy „ujrzałam
    i uwierzyłam”? Gdy w jednej chwili wszystko stało się takie jasne – „ dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze...” (J 20,9). Przypomnę sobie tę sytuację; uczucia, jakie mi wówczas towarzyszyły. Czy to przeżycie zaowocowało w moich późniejszych relacjach z Bogiem? Podziękuję Panu za tamto doświadczenie. Czy w codziennym życiu przyglądam się Bożemu działaniu? Czy w tym, co mnie obecnie spotyka dopatruję się Jego miłosnej interwencji?
  • „Ujrzała dwóch aniołów” (J 20,12) – czy wierzę i doświadczam, że Bóg także do mnie codziennie posyła swoich „aniołów”? Posłańców przynoszących dobrą nowinę, czasem słowo pociechy. Kim są ci ludzie? W czym mi pomagają? W jaki sposób przybliżają mnie do Jezusa? Czy okazuję im należną wdzięczność za ich posługę? Podziękuję Panu za wszystkich moich „aniołów”.
  • „Czemu płaczesz?” (J 20,13.15) – moje łzy nie są Bogu obojętne. Jest nimi szczerze zainteresowany. Pragnie mi dopomóc. Dlatego odpowiem Mu szczerze na to pytanie. Co jest najczęściej powodem mojego smutku? Co lub kogo opłakuję? Nad czym, nad kim płaczę? Za czym, za kim płaczę? Jakie straty opłakuję? Które rany są ciągle tak bolesne? Co lub kto wyciska moje łzy? W jakich sytuacjach? Co powiedziałyby moje łzy, gdyby potrafiły mówić?
  • „Kogo szukasz?” (J 20,15) – kolejne ważne pytanie. Kogo ja właściwie szukam? Każdego dnia, w codziennych obowiązkach? Siebie? Jezusa? Czego szukam w moim życiu? Woli Bożej, miłości, szczęścia, przyjemności, odpoczynku...? Gdzie tego szukam? Czy tam, gdzie szukam, można to znaleźć? Czego najbardziej w życiu pragnę? Za kim lub za czym najbardziej tęsknię? Opowiem o tym Jezusowi.
  • „Odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus” (J 20,14) – Maria Magdalena nie poznała Jezusa, ponieważ stała tyłem do Niego. Szukała Jezusa będąc jednocześnie odwróconą do Niego plecami. Jak często mnie się to zdarza? Ile razy Jezus stał tuż przy mnie, czekając na moją odpowiedź, a ja tego nie zauważyłam? Nie rozpoznałam Go, bo byłam zbyt skupiona na sobie, zbyt zajęta opłakiwaniem własnych strat, by móc Go dostrzec i dosłyszeć dobrą nowinę? Ile moich spotkań z Jezusem nie doszło przez to do skutku? Jak patrzę na te sytuacje z perspektywy czasu? Porozmawiam o tym z Jezusem.
  • „Sądząc, że to jest ogrodnik” (J 20,15) – Magdalena nie od razu poznaje Chrystusa. Szuka Go takiego, jakiego wizerunek ma wyryty głęboko w sercu, a nie takiego, jakim jest On naprawdę. Zbyt świeży jest w jej pamięci widok Jezusa umęczonego, by mogła łatwo rozpoznać Go w Jego zmartwychwstałym, uwielbionym ciele. Jaki obraz Pana ja noszę w sercu? Czy jest on zgodny z prawdą? Poproszę Go, żeby pomógł mi ujrzeć Go takim, jakim jest. Jak często konfrontuję moje subiektywne wyobrażenia o własnym życiu, z tym, jak wygląda ono w rzeczywistości? Czy w ogóle to robię, czy też skupiam się wyłącznie na własnych sądach, odczuciach, emocjach?
  • „Panie, jeśli to ty Go przeniosłeś, powiedz gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę” (J 20,15) – Jezus pragnie ożywić to, co we mnie martwe, uwolnić mnie od tego, co zniewala, co oddala od Niego. Chce uleczyć moje rany. Wszystkie moje grzechy i słabości, bez wyjątku, zabrał na krzyż i odkupił – czy w to wierzę? Czy są we mnie takie zranienia, które starannie w sobie przechowuję, które koniecznie chciałabym „zachować dla siebie”; o których nie chcę powiedzieć nawet Chrystusowi? Jakie to rany? Co sprawia, że nie ujawniam ich nawet przed Panem? Wstyd? Strach? Niewiara w Boże miłosierdzie? Których „moich” spraw umyślnie Mu nie oddaję? Wolę je z jakichś powodów zachować dla siebie? On właśnie o nich najbardziej chce ze mną rozmawiać. Spróbuję przyznać się Jezusowi do tych słabości, boleści. Wypowiem je wszystkie przed Nim. Z ufnością oddam je i pozwolę sobie pomóc. Czy naprawdę chcę wziąć je z powrotem?
  • „Mario!” (J 20,16) – Magdalena poznała Syna Bożego po tym, w jaki sposób wypowiedział jej imię. Przypomnę sobie moment mojego powołania: chwilę, kiedy po raz pierwszy Jezus wezwał mnie po imieniu; emocje, które temu towarzyszyły. Wsłucham się w Jego głos. Usłyszę jak z czułością wypowiada moje imię. Uświadomię sobie jak drogie jest Bogu moje imię i wszystko, co się pod nim kryje. Jak cenna jestem w Jego oczach. Czy wierzę, że On z taką samą miłością powtarza moje imię każdego dnia? Do czego mój Oblubieniec wzywa mnie dzisiaj? Co chce abym czyniła? Odpowiem na Jego wołanie.
  • „Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu!” (J 20,16) – Maria Magdalena rozpoznała w Jezusie swojego Mistrza, Oblubieńca. Za kogo ja Go uważam? Kim dla mnie jest Jezus Chrystus? Kim On pragnie dla mnie być? Kim ja chcę, żeby się dla mnie stał? Porozmawiam o tym z Panem.

Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham

(J 21, 15-19)

  • Jezus Chrystus przenika nasze serca i wie, co się w nich kryje. Tylko On wie wszystko. Wzywa każdą z nas po imieniu i pyta o miłość. A tak naprawdę, czym jest nasza miłość do Jezusa, naszego Oblubieńca, który nas wybrał i obdarzył szczególnym powołaniem? Jak odpowiadam na to Jezusowe zaproszenie? Czy na Jego miłość odpowiadam miłością? Słowo ‘kocham’ co dla mnie oznacza? Czy wypowiadanie go wystarczy?
  • Nasza miłość do Jezusa – nasze ‘kocham’ – to codzienna wierność Jezusowi, to trudy, zmagania, cierpienia ponoszone z miłości do Niego. Nie wystarczy tylko słowo ‘kocham’, ale powinno być ono przemieniane w czyny.
  • Jezus do niczego nas nie zmusza. On szanuje naszą wolność, każdy wybór. On zaprasza do pójścia za Nim tą drogą, jaką sam wyznacza. A jaka to droga? Miłowania, najpierw Boga, potem siebie i bliźnich. Sam Jezus dał nam przez swoje życie przykład, bo On pierwszy umiłował – do końca – tak że za nas umarł na krzyżu, abyśmy mogli żyć dla Niego. Nie jest to miłość prosta jak słowa, ale wiele wymaga.
  • Jezus mówi do Szymona: „Paś baranki moje, paś owce moje”. Co dla mnie to oznacza? Gotowość, by iść tą drogą, którą wskazuje mi Chrystus, to wypowiadane moje codzienne „Amen” – Bogu na chwałę. To przekreślenie mojego ‘ja’, a pozwolenie, by Jego wola była na pierwszym miejscu. To odpowiedź na słowa Chrystusa, które do mnie codziennie kieruje jako Dobrą Nowinę. To czerpanie sił z sakramentów świętych: Eucharystii i sakramentu pojednania; to niesienie Go innym – tym, którzy Go jeszcze nie znają i nie kochają.
  • Jak ja wyznaję Jezusowi, że Go kocham? Czy to czynię na modlitwie? Czy potwierdzam to swoim życiem, słowami, czynami? Czy robię to z potrzeby serca? Czym się kieruję?
  • Jezus pragnie od nas miłości wytrwałej – trwania w niej, oddanie do końca, tak jak On się daje – aż do śmierci. Wszyscy będziemy sądzeni z miłości. Co dzisiaj mogę zmienić w mojej relacji do Jezusa, by moja miłość do Niego była pełniejsza, szczera, prawdziwa?
  • Maryja niech będzie dla nas wzorem, jak uczyć się miłości do Boga, do siebie oraz braci i sióstr. Ona właśnie była napełniona Bożą miłością. Dlaczego? Bo kochała. Niech wyprasza dla nas u Jezusa wzrost w wierze, nadziei, a nade wszystko w miłości. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.